Rok 2022 rozpoczął się ciekawie. Elizabeth Holmes została uznana przez kalifornijski sąd za winną czterech z jedenastu zarzucanych jej przestępstw związanych z jedną z największych afer związanych z Doliną Krzemową. Ława przysięgłych składająca się z ośmiu mężczyzn i czterech kobiet potrzebowała 50 godzin żeby orzec winę Holmes. Cztery inne zarzuty oddalono. W trzech pozostałych, dotyczących wprowadzania w błąd inwestorów przysięgli nie byli w stanie wydać jednoznacznej oceny. Po uznaniu za winną przez ławę przysięgłych Elizabeth Holmes usłyszy wyrok, od którego zapewne się odwoła. Już teraz jednak wiadomo, że osoba, którą dziennikarze okrzyknęli swego czasu Stevem Jobsem w spódnicy, zostanie zapamiętana jako autorka jednego z największych skandali gospodarczych czasów cyfrowej rewolucji.

Kilka kropli krwi

Elizabeth Holmes urodziła się 3 lutego 1984 roku w Waszyngtonie. Jej ojciec zajmował szereg stanowisk rządowych, był też wiceprezesem firmy Enron – giganta energetycznego lepiej znanego jako synonim mega-afery gospodarczej, która zakończyła się bankructwem firmy i zainicjowaniem szeregu aktów prawnych mających nie dopuścić w przyszłości do manipulacji wynikami firm giełdowych. Matka Elizabeth pracowała w Kongresie US, a następnie w szeregu agend rządowych. Elizabeth od dzieciństwa miała jasne plany – chciała zostać miliarderką. W wieku 9 lat była już dużą realistką. Na pytanie rodziców, czy nie wolałaby zostać Prezydentem Stanów Zjednoczonych odpowiedziała negatywnie. Można mieć jedno i drugie. Jak będzie miliarderką, to Prezydent Stanów Zjednoczonych z chęcią się z nią ożeni. Cóż, dzieci miewają różne pomysły, o których później zapominają. Ale nie Elizabeth. Śladem innych twórców technologicznych firm, dość szybko zakończyła swoja akademicką karierę na Stanford (inżynieria chemiczna) przeznaczając pieniądze z czesnego na założenie swojej własnej firmy. Jej firma nazywała się początkowo Real-Time Cures, ale szybko zmieniła nazwę na Theranos (od połączenia słów „therapy” oraz „diagnosis”). Założenia były proste – wielu ludzi odczuwa strach przed strzykawkami i igłami, a badania bardzo często wymagają pobierania większej ilości krwi. Jeżeli zatem udałoby się uprosić ten proces i wykonywać złożone badania krwi za pomocą kilku kropel pobieranych z palca, to firmy farmaceutyczne ustawiały by się – podobnie jak pacjenci – w kolejce. Taka firma miałaby zadatki na kolejnego jednorożca z Doliny Krzemowej.

Magia głosu czyli jak przekonać inwestorów?

Wszyscy, którzy zetknęli się z Elizabeth Holmes, podkreślali, że pomimo młodego wieku wiedziała jak poprowadzić rozmowę. Jak przekazać swoje wizje. Podkreślali też jej specyficzną barwę głosu – głęboki baryton Elizabeth nadawał jej słowom dojrzałość, która była niezbędna, żeby przekonać inwestorów do jej pomysłów. Do grudnia 2004 roku Theranos uzbierał 6 milionów dolarów, które po kolejnych 6 latach urosły do 92 milionów dolarów. Firma była już na tyle rozpoznawalna, że w lipcu 2011 do jej Rady Dyrektorów dołączył George Schultz, który w swojej karierze sprawował między innymi funkcję Sekretarza Stanu. Mimo to Theranos nie przykuwał uwagi mediów aż to września 2013 roku, kiedy to podpisał umowę z gigantem – firmą Wallgreens. Obie firmy miały utworzyć w placówkach Wallgreens punkty przeprowadzania badań krwi. W kolejnym roku Holmes trafiła na okładki Fortune, Forbesa, New York Style Magazines i została zaliczona do najmłodszych miliarderek zawdzięczających majątek założonym przez siebie firmom zajmując 110 miejsce na liście najbogatszych Forbesa. W tym momencie wartość Theranosa szacowana była już na… 9 miliardów dolarów.

Od bohatera do zera

Schody zaczęły się w październiku. Pomimo podjęcia przez Holmes aktywnych działań mających na celu uniemożliwić publikację, w Wall Street Journal ukazał się materiał pióra Johna Carreyrou oparty częściowo na materiałach dostarczonych przez sygnalistę – byłego pracownika Theranosa, zarzucający urządzeniom Theranosa podawanie niewłaściwych rezultatów badań i wykorzystywania urządzeń innych firm do przeprowadzania większości testów, które miałyby być wykonywane jakoby przez urządzenia Theranosa. W styczniu 2016 regulator rynku Centers for Medicare and Medicaid Services wykrył liczne nieregularności zarówno w zakresie procedur, jak i urządzeń wykorzystywanych w laboratoriach Theranosa, a po zignorowaniu wydanych zaleceń, w lipcu 2016 roku wydał zakaz posiadania i prowadzenia działalności polegającej na przeprowadzaniu certyfikowanych badań klinicznych. Dodatkowo – inny regulator – FDA (Food and Drug Administration) wydał zakaz wykorzystywania innego produktu firmy Theranos, który uważany był za jedno z głównych osiągnieć tej firmy. Zaczęły się problemy prawne. Najpierw pozew Stanu Arizona i kosztowna ugoda (zwrot kosztów zakupu około 1.5 miliona testów, które nie gwarantowały prawidłowych wyników), która kosztowała firmę ponad 4.5 miliona dolarów. Później ugoda z akcjonariuszami Theranosa w zamian za wydanie im uprzywilejowanych akcji. A w marcu 2018 oskarżenie amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych (SEC) skierowane wobec byłego prezesa i byłego partnera Holmes – Ramesha Balwani za oszustwa wobec inwestorów, które doprowadziły do inwestycji rzędu 700 milionów dolarów.

Oprócz problemów prawnych firma otrzymała kolejne ciosy ze strony dawnych klientów i partnerów handlowych, w tym od sieci Wallgreens, która wypowiedziała umowę już w 2016 roku zamykając projekt, który zakończył się fiaskiem. Masowe zwolnienia, a następnie rozpoczęcie procesu likwidacyjnego we wrześniu 2018 były już tylko nieuchronnym rezultatem wcześniejszych wydarzeń. Historia Theranosa oficjalnie został uznana za jedną z największych afer Doliny Krzemowej, choć rzeczywistość pokazała, że lista kandydatów do tego tytułu jest dłuższa i nabór ciągle jest otwarty.

Magia Doliny Krzemowej

Jak to się stało, że firma, która opierała swoją działalność na „czarnej skrzynce”, która miała zrealizować przełom w zakresie badań krwi i o której nikt nic więcej nie wiedział, została wyceniona na miliardy dolarów? Jak to się stało, że akcjonariuszami tej firmy zostali tacy starzy wyjadacze jak Rupert Murdoch, rodzina Waltonów czy założyciel firmy Oracle Larry Ellison? Jak to możliwe, że w Radzie Dyrektorów Theranosa zasiadali, oprócz wymienionego już Georga Schultza, także inni znani mężowie stanu, żeby wymienić tu chociażby Henry’ego Kissingera oraz Williama Perry (a było ich znacznie, znacznie więcej)?

Znany pisarz amerykański Arthur Clark powiedział kiedyś, że wysoko zaawansowana technologia dla większości ludzi niczym nie różni się od magii. Elizabeth Holmes pokazała, że sama technologia nie jest tak naprawdę konieczna. Kiedy okazało się, że produkt, który miał dokonać rewolucji w badaniach krwi, nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań pomimo kilku lat pracy, Holmes nie zdjęła nogi z pedału gazu. Jednorożce się nie zatrzymują. To odbija się fatalnie na ich wycenie. Zaczęła się gra pozorów. Okazuje się, że w świecie Cyfrowej Rewolucji wystarczy wykreować wizję, a następnie przekonać do niej inwestorów polujących na kolejne jednorożce. W zasadzie – patrząc z tego punktu widzenia Holmes dotrzymała słowa, bo wycena jej firmy poszybowała do niebotycznych rozmiarów. Do momentu, gdy John Carreyrou powiedział sprawdzam. Jego artykuł w WSJ zapoczątkował lawinę. Ale dopiero jego książka wydana dwa lat później zatytułowana „Bad Blood” stała się prawdziwą sensacją. Autor metodycznie, krok po kroku, podważa twierdzenia Holmes i pokazuje zasady, na jakich oparta była cała konstrukcja napędzająca wzrost Theranosa. Pokazuje jak instytucje mające chronić rynek i ludzie uchodzący za znawców rynku dali się wciągnąć w grę Elizabeth ignorując kolejne sygnały pokazujące, że w firmie dzieje się coś złego. „Bad Blood” to lektura obowiązkowa dla każdego inwestora. Ale to także opowieść o świecie, w którym metody wyceny, inwestowania czy zarządzania stają się, jak to pisał Clark w odniesieniu do technologii, zbliżone do magii. Magii dostępnej jedynie dla wtajemniczonych, którzy znają ścieżki, jakimi chadzają jednorożce. I tylko od czasu do czasu dochodzenia dziennikarskie albo postępowania sądowe pokazują, że z tymi polowaniami to trochę jak z nowymi szatami króla w baśni Andersena. Zobaczyć mogą je jedynie Ci, którzy potrafią je docenić. Wszyscy pozostali widzą po prostu, że król jest nagi.

Irek Piecuch
Ireneusz Piecuch
ireneusz.piecuch@dgtl.law | zobacz inne wpisy tego autora