Zanim Zawichost stał się rozpoznawalny za sprawą odczytów poziomu Wisły podawanych codziennie w Polskim Radio, przeszedł ciekawą rewalidację. A miało to miejsce prawie dokładnie sto lat temu, w styczniu 1926 roku.

Zawichost wtedy nie przeżywał żadnej rewolucji. Raczej cichą rehabilitację. Po długim okresie administracyjnego niebytu wracał do statusu, który w istocie nigdy nie przestał do niego pasować. Paradoks polegał na tym, że Zawichost był miastem od wieków, zanim przestał nim być na papierze.

Średniowieczny ośrodek handlowy, strażnik przeprawy przez Wisłę, punkt kontrolny dla kupców i podróżnych- wszystko się zgadzało: rynek, układ urbanistyczny, funkcje, znaczenie. Brakowało jedynie urzędowego potwierdzenia, a jak wiadomo, bez pieczęci nawet historia może okazać się niejasna.

Utrata praw miejskich była jednym z tych skutków ubocznych XIX-wiecznych porządków administracyjnych, które miały niewiele wspólnego z rzeczywistością lokalną, a wiele z potrzebą uproszczeń i kontroli. Zawichost nie przestał być miastem w „realu”- przestał nim być w urzędniczej rubryce. I przez lata funkcjonował w tej osobliwej roli: z miejską przeszłością, miejskim układem przestrzennym i wyraźnie niemiejskim statusem.

Po 1918 roku, gdy odrodzona Polska zaczęła systematycznie porządkować swoje struktury, przyszła kolej także na takie „przypadki przejściowe”. W tym kontekście Zawichost jawił się jako kandydat oczywisty. Argumenty nie wymagały przesadnej retoryki: wielowiekowa tradycja miejska, zachowany rynek, funkcja lokalnego ośrodka administracyjno-handlowego. Trudno było udawać, że to wszystko wydarzyło się przypadkiem.

Decyzja z 1926 roku nie była więc awansem, lecz korektą. Przywróceniem stanu zgodnego z faktami. Zawichost nie „stał się” miastem – on po prostu przestał udawać, że nim nie jest.

Cała historia ma w sobie coś z ironii administracyjnej: miejscowość o niemal tysiącletnim miejskim rodowodzie musiała poczekać do XX wieku, by państwo oficjalnie to zauważyło. Ale gdy już zauważyło, sprawa została załatwiona bez zbędnego patosu. Jednym rozporządzeniem, kilkoma podpisami i powrotem do normalności.

A normalność, jak się okazało, była w Zawichoście miejska od bardzo dawna.